Sezon 2014/2015 już za nami. Dla Genoi był to udany rok, ponieważ zajęła 6. miejsce w lidze i gdyby nie biurokratyczne zawirowania ze stadionem, oglądalibyśmy Gryfów w Lidze Europejskiej. Mimo to, fajni Rossoblu będą mieć jak najlepsze wspomnienia z minionego sezonu, a to zasługa zarówno wyników, jak i widowiskowej gry.

W tym wpisie przytoczę to wszystko co w sezonie 14/15 nas zaskoczyło, sprawiło radość, bawiło, a nawet irytowało.

1. Wielki come back Matriego

Wyśmiewany, niechciany w Turynie, Florencji i Mediolanie napastnik znalazł się na zakręcie swojej kariery, więc oczywiste, że musiał trafić do Genoi. Strzelanie zaczął od meczu z Hellasem i dwóch bramek dających remis. Ostatecznie strzelił 7 bramek w 17 meczach i wybrał przenosiny do Turynu. Muszę stwierdzić, że nieco się połakomił…

2. Wielki Facundo

Można postawić tezę, że gra Facundo Roncaglii opiera się na faulach – ich wymuszaniu, ale i niestety powodowaniu. Argentyńczyk grał bezpardonowo – czasem wychodziło agresywnie, a czasem tak nieporadnie, że aż śmiesznie. Zadebiutował czerwoną kartką z meczu z Fiorentiny, z której został wypożyczony. Potrafił zagrać genialny mecz, a już tydzień później stawał się antybohaterem meczu, bo załatwił punkty rywalom Gryfów. Wraz z końcem czerwca, reprezentant Argentyny wróci do Florencji.

3. Debiut Rolando Mandragory

Zdecydowana większość młodych piłkarzy swoje pierwsze minuty w zawodowej piłce łapie poprzez granie końcówek w spotkaniach z outsiderami. Odwrotnie było w przypadku Mandragory. Urodzony w 1997 roku zawodnik wyszedł w podstawowym składzie w meczu przeciwko… Juventusowi. Gian Piero Gasperini zaufał młodemu piłkarzowi, który musiał stawić czoła Andrei Pirlo i Paulowi Pogbie. Nie skłamię, gdy napiszę, że 17-latek poradził sobie dość dobrze.

4. Juventus na kolanach

Dalej jesteśmy przy meczu z Juventusem. W minionych rozgrywkach niewiele drużyn było w stanie nawiązać równą walkę z Juve. Pierwszym zespołem, który pokonał Starą Damę była Genoa. Rossoblu wygrali 1:0, a jedyną bramkę w końcówce spotkania zdobył Luca Antonini. Szczęście po tym zwycięstwie nie do opisania. Później piłkarze z Turynu ulegli jeszcze Parmie i Torino.

5. Bramkarzy 2-óch

Wszyscy wiedzieliśmy o talencie i nieprzeciętnych umiejętnościach Mattii Perina. Młody reprezentant Włoch bronił regularnie cały sezon, jednak kontuzje i czerwona kartka dla 23-latka sprawiły, że kilka szans dostał drugi wychowanek Genoi – Eugenio Lamanna.

Wypożyczany m.in. do Bari, czy Sieny golkiper zadebiutował w meczu z Romą, gdy Mattia Perin zobaczył czerwoną kartkę. 25-latek lepszego wejścia nie mógł mieć – tuż po wejściu obronił rzut karny wykonywany przez Ljajica. Tej sztuki dokonał ponownie w wyjazdowym meczu z Juve, gdy wyszedł zwycięsko z pojedynku z Carlosem Tevezem. W sumie Lamanna do końca sezonu zaliczył 8 ligowych występów, w których udowodnił, że ewentualna strata Perina nie musi być tragedią.

6. Mediolan zdobyty!

Na zwycięstwo w Mediolanie z Milanem Genoa czekała od 1958 roku, a więc 57 lat. Zegar odliczający czas bez wygranej w stolicy mody zatrzymał się 29 kwietnia 2015 roku. Piłkarze Gian Piero Gasperiniego wygrali rezultatem 1:3, a gole strzelali Bertolacci, Niang i Falque.

7. Powrót mistrzowskich koszulek

Pod koniec sezonu klub zaprezentował nowe stroje, które nawiązywały do trykotów z czasów wywalczenia pierwszego Scudetto w 1898 roku. Okazało się to znamienne, gdyż czerwono-niebiescy rozjechali Torino aż 5:1 i tym samym pozbawili Turyńczyków nadziei na europejskie puchary.

nowe stroje

8. Feta na Marassi

W ramach 37. Kolejki Serie A, Genoa podejmowała Inter Mediolan i było to bezpośrednie starcie chętnych na Ligę Europejską. Spotkanie zakończyło się triumfem Genueńczyków, a świętowaniu nie było końca. Obrazki z pomeczowej fety zapamiętamy na długo. Żal jedynie, że przez niesubordynację i niedopasowanie się do uefowskich zawiłości, to co zostało wywalczone na boisku zostało bezlitośnie odebrane.

feta